środa, 30 października 2013

Lekcje Madame Chic

Poradników o tym jak żyć z zasady nie czytam, ale ten postanowiłam kupić. Byłam ciekawa, jaki typ francuskiej kobiety kryje się za tytułową Madame Chic i dlaczego jej rady spotkały się z aprobatą tak wielu czytelniczek na Starym ale przede wszystkim na Nowym Kontynencie (poradnik przywędrował do nas z Ameryki).

Madame Chic to zamożna Paryżanka. Ma męża i dorosłe już dzieci, ale (uwaga!) nie ma sprzątaczki (konia z rzędem temu, kto znajdzie mi w Paryżu Francuza o ustabilizowanej sytuacji finansowej, niekoniecznie miliardera, który nie ma sprzątaczki :P). Uwielbia przyjmować gości i słuchać wieczorami muzyki klasycznej. Kupuje produkty najwyżej jakości, gotuje godzinami, a srebrnych sztućców używa również na co dzień. Mimo że nie może narzekać na brak pieniędzy, nie lubi ich trwonić. Nosi się elegancko, choć prosto, a jej szafa, wbrew pozorom, nie pęka w szwach. W wolnej chwili rozwija swoje pasje i zawsze jest dla wszystkich miła. 

Taki oto model francuskiej kobiety posłużył autorce do napisania tego podręcznika. Czy tak funkcjonuje typowa Paryżanka? Nie wiem. Mieszkam w końcu w Bretanii, z dala o świateł wielkiego miasta:)

Ale jeśli zapomnimy na chwilę o Madame Chic, o szampanie i foie gras, antykach i markowych ubraniach i wczytamy się dobrze w tekst, wyłoni nam się z niego obraz Francuza, który dba o relacje z rodziną i przyjaciółmi, który jest zwolennikiem minimalizmu oraz idei slow life, który lubi chodzić do kina, na spacery i do restauracji, który potrafi cieszyć się z małych rzeczy i korzystać z życia. I takiego Francuza można również spotkać na prowincji :)

Jeśli chcecie poznać bliżej francuską mentalność, to ta książka może Wam w tym pomóc (fragmenty o "perfekcyjnie niewidocznym makijażu" i "szafie z 10 ubraniami" możecie spokojnie pominąć ;)). Waszej uwadze polecam głównie rozdziały pierwszy i trzeci (będzie między innymi o celebrowaniu posiłków,  o inwestowaniu w siebie oraz o przestrzeganie savoir-vivre'u, który irytuje niejednego Polaka).


A jeśli zaś chodzi o same porady. Cóż. Jedne są bardziej banalne, inne mniej (wśród nich również takie rodem prosto z programu "Perfekcyjna pani domu"). Muszę jednak przyznać, że poradnik czyta się bardzo dobrze i jeśli niefortunnie zeszliśmy na złą drogę (czytaj : na drogę konsumpcjonizmu i życia na zbyt wysokich obrotach), to ta pozycja może posłużyć nam za drogowskaz. Mimo że wzorowanie się nad Madame Chic może być czasami irytujące (powiedzmy sobie szczerze, kto z nas posiada kieliszki z prawdziwego kryształu i dysponuje tak dużą ilością wolnego czasu, żeby codziennie przez godzinę dotykać i wąchać warzywa na targu), to może warto  zastanowić się nad niektórymi poradami, spróbować dopasować je do naszych potrzeb i bardziej korzystać z życia (oczywiście proporcjonalnie do zasobności naszego portfela ;). 

A co Wy myślicie o tej książce?
Czy uważacie, że Francuzi potrafią cieszyć się życiem?

Tematy pokrewne :

17 komentarzy:

  1. Książka bije rekordy popularności wsród blogerek w Pl ;)
    Nie wiem , Francuski które ja znam , są ucywilizowane przez Luksemburg , łamią stereotyp Francuza po posługują sie 1-3 językami obcymi :)
    I wcale modowo nie mam ochoty ich naśladować ;))
    Bretania??!! Uwielbiam ... Na Cote de Granite Rose mogłabym jeździć na każdy długi weekend ... Gdyby nie było to 1000 km ;))
    Pozdrawiam serdecznie Z LUX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam kilku uczniów z Luksemburga i odnoszę wrażenie, że ten niewielkich rozmiarów kraj rządzi się naprawdę swoimi prawami i ma niewiele spólnego z pozostałymi frankofońskimi krajami Europy ;) Ps. Oj tak. Cote de Granit Rose jest piękne! Ale południe Bretanii też jest niczego sobie :)

      Usuń
  2. Hmm, istnieje taki stereotyp o Francuzach, ze to straszni malkontenci - takie mniemanie maja o nich Belgowie na przyklad. Poza tym Francuzi dziela sie na Paryzan i na prowincje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe to chyba nigdy nie mieli do czynienia z Polakami ;)

      Usuń
  3. Na temat Madame Chic może się wypowiedzieć Mama w Paryżu :) http://mamawparyzu.blogspot.com/ Jej teściowa jest jakby klonem tej postaci:) z tym, że jak każda Paryżanka ma sprzątaczkę i szafę pełna markowych ubrań.Posiłki rodzinne celebruje się u niej jak u Królowej Angielskiej i trwają 4 godziny, zanim zniknie deser, a dekoracje stołów przypominają międzynarodowe wystawy konkursowe.Ale wszystko to wyniosła z domu, bo w takich klimatach się urodziła i wychowała.Co nie przeszkadza jej być super ciepłą, fajna , empatyczną i życzliwa ludziom kobietą. Zadziwia mnie na każdym kroku, ( np. ilość zastaw stołowych i dodatków okolicznościowych innych na każda okazje )ale w tym pozytywnym znaczeniu.Jej styl życia odbiega znacznie od polskiej codzienności, ale mnie się to nawet podoba :), bo czuję tam wielki świat, który jest przyjazny nam przeciętniakom .:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyszla mi na mysl inna ksiazka "Dwie szminki i kochanek" (Two Lipsticks and a Lover) Heleny Frith Powell, ktora w bardzo pogodny sposob przestawia na sekrety idealnej, szczuplej i seksownej Francuski. Polecam.
    Krysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za rekomendacje. Nie znałam tej pozycji. Teraz jest taki wysyp książek o Francji lub z Francją w tle, od poradników po romanse, że ciężko się w tym wszystkim połapać. Może przeprowadzę jakąś sondę wśród Czytelników i stworzę listę książek wartych przeczytania? Hmmm...

      Usuń
  5. ja mysle, ze o tych prawdziwych Paryzankach, (nie mylic z banlieusardes czyli dziewczynami z przedmiesc) rozdzial o "perfekcyjnie niewidocznym makijazu" bedzie bardzo pasowal.
    poza tym mam wrazenie, ze wyznaje sie tu zasade: im starsza kobieta tym mniej makijazu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, że czasami wystarczy musnąć usta czerwoną szminką i wygląda się elegancko :)
      PS. Czy określenie "banlieusarde" jest pejoratywne?

      Usuń
  6. Amerykanie mają to chyba we krwi że dużo rzeczy wyolbrzymiają :)
    Samą książkę przeczytałam z przymrużeniem oka, dla relaksu, przed moim aupairowym wyjazdem. A teraz, gdy tu już jestem i mam gorsze chwile, śmieje się w duszy, że przecież tu wszystko jest takie majestatyczne, a to, że pan domu cały czas paraduje w szlafroku, a pani domu nie maluje się w ogóle, uznaję za wyjątek od reguły :D
    Czy czytała Pani może książkę "W Paryżu dzieci nie grymaszą"? Możliwe, że poplątałam jakoś tytuł. Sama jej nie czytałam, ale jeśli książka jest o tym, że faktycznie, nie grymaszą, to dobrze, że nie wzięłam jej do ręki, bo jakżeżby wtedy było moje zaskoczenie...
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie czytałam tej książki, ale słyszałam, że spotkała się z przychylną krytyką francuskich mediów. Autorką jest również Amerykanka. Jako pięciokrotna fille au pair chętnie porównam moje doświadczenia w tej materii z amerykańskim punktem widzenia :) Życzę wytrwałości w pracy z dziećmi i wielu miłych doświadczeń :) Na długo wyjechałaś?

      Usuń
    2. W planach mam rok, później chcę wrócić by dokończyć studia. Ale jak to wyjdzie- okaże się "w praniu" :) Jeszcze rok temu nie myślałam o tym, że zdecyduję się na roczny wyjazd w ramach au pair, w planach miałam same wakacje. Jednakże trzeba było dostosować się do rzeczywistości. Nie znalazła się na mojej drodze rodzina, która chciałaby au pair tylko na 2/3 miesiące. Rozumiem to doskonale, bo dzieci się bardzo przywiązują.

      Usuń
    3. Ja zawsze pracowałam na wakacjach i dzieciaki co roku miały inną au pair. Ale pewnie od tego czasu wiele się zmieniło ;) Spędzenie roku w obcej rodzinie jest dużym wyzwaniem. Mamy różne przyzwyczajenia, oczekiwania, etc. W przypadku pracy na 2-3 miesiące, w razie braku "zgodności charakterów", zawsze można zacisnąć zęby i jakoś przetrwać, ale z drugiej strony na wakacjach jest więcej pracy z dziećmi, prawie w ogóle nie ma się czasu dla siebie i to tak..

      Usuń
  7. Tak, to prawda, wakacje mijają w mgnieniu oka. Ale kurs języka, który opłaca mi rodzina, w jakimś stopniu wynagradza mi wszelkie niedogodności :) Niezgodność charakterów jest, tego się chyba nie uniknie. Nie jest możliwym dopasowanie się w 100% :) Ale daję radę i perspektywa świąt spędzonych w Polsce stawia mnie na nogi kiedy jest mi tu źle :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam tą książkę i podobała mi - można dzięki niej ubarwić swoje życie , nadać mu jakiś smak. Jednak w moim odczuciu lepiej napisaną książką jest Francuzki nie tyją - Mireille Guiliano . Każdemu ją polecam . Pozdrawiam serdecznie ;-) .

    OdpowiedzUsuń
  9. Bede musiala koniecznie kupic ta ksiazke, intryguje mnie paryska madamme chic, poniewaz moja tesciowa jest tego typu osoba. Prawdziwa francuska arystokracja, z savoir vivrem przestrzeganym nawet przez moja mala Lilianke. To wlasnie od tesciowej nauczylam sie nakrywac pieknie stol, tworzyc kompozycje kwiatowe, czy nosic kapelusze na wykwintne okazje....

    OdpowiedzUsuń
  10. Przesadzacie z tymi Francuskami czy Francuzami
    Owszem jest roznica w pewnych sprawach, ale przeciez tak zyly i zyja w Polsce rodziny o korzeniach szlacheckich czy arystokracja.
    Trzeba znac zycie normalnych Francuzow ktorzy zubozeli i zyja od wyplaty do wyplaty a takich jest coraz wiecej.

    OdpowiedzUsuń