czwartek, 1 września 2016

Francuski szyk na obcasach [KONKURS]

Czy wiesz, że Francuzki kupują średnio osiem par butów w ciągu roku (co stawia Francję na drugim miejscu zaraz po Stanach Zjednoczonych)? Całkiem niezły wynik! Ja kupuję jedną parę na rok ;) A Wy? Lubicie buty? Jesteście butoholiczkami? 

Ostatnio wpadła mi w ręce bardzo ciekawa pozycja o butach Francuski szyk! Na obcasach. Wszystko o butach,  autorstwa dwóch Francuzek : Frédérique Veysset (fotografka mody) i Isabelle Thomas (stylistka).


Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego mam dla Was 3 egzemplarze tej książki. Wystarczy wziąć udział w konkursie :)  

Ta blisko dwustustronnicowa pozycja jest kopalnią wiedzy na temat butów (les chaussures) w najlepszym wydaniu, bo francuskim :) Znajdziecie w niej wiele praktycznych porad : nauczycie się chodzić na obcasach (marcher avec des talons hauts), dowiecie się, jak wybrać odpowiednie balerinki (des ballerines), tenisówki (des tennis), sandały (des sandalles) czy kozaki (des bottes), poznacie tajniki dbania o stopy (les pieds). Wszystko zilustrowane pięknymi zdjęciami, które są wielkim atutem książki. Wśród sfotografowanych butów znajdziecie prawdziwe cudeńka, którym bliżej do dzieł sztuki niż do przedmiotów codziennego użytku.



Praktyczne porady przeplatane są  wywiadami przeprowadzonymi z ludźmi, którzy o butach wiedzą wszystko. Wśród nich między innymi projektanci (un créateur), dyrektorzy domów mody (un directeur de maison de couture), blogerka (une blogueuse), stylistka (une styliste de mode) a nawet primabalerina (une danseuse étoile). 

 -------------------------------------------------------

KONKURS

-------------------------------------------------------

 Aby wziąć udział w konkursie i  wygrać 1 z 3 egzemplarzy książki należy
 
 opisać ulubioną parę butów i uzasadnić pokrótce swój wybór 
(wszystkie zabawne, dziwne czy przerażające historie mile widziane ;))
 do zgłoszeń można również dołączyć zdjęcia - utworzę z nich małą galerię i dopiszę francuskie odpowiedniki 

UWAGA !!

Wasze odpowiedzi i zdjęcia tak bardzo spodobały się Wydawnictwu Literackiemu, że postanowiło ufundować jeszcze nagrody pocieszenia w postaci 2 egzemplarzy książki Szkoła wdzięku Madame Chic. Czytałam pierwszy poradnik z tej serii  Lekcje Madame Chic (moja recenzja TUTAJ). Jeśli ten utrzymany jest w podobnej formie, to na pewno dowiecie się z niego wielu ciekawych i praktycznych rzeczy. 

 

   ZASADY WYSYŁANIA ZGŁOSZEŃ

Odpowiedzi konkursowe należy umieszczać w komentarzu pod dzisiejszym wpisem. Jeśli nie posiadasz konta "blogowego" i zostawiasz komentarze jako anonimowy czytelnik, wyślij zgłoszenie do mnie, na adres jholosyniuk[małpa]poczta.onet.pl Ja następnie opublikuję Twoją odpowiedź na blogu, ujawniając jedynie Twoje imię. Każde zgłoszenie potwierdzane jest przeze mnie mailowo. Jeśli w ciągu 24 godzin nie otrzymasz potwierdzenia, skontaktuj się ze mną jeszcze raz!! Uwaga : każdy uczestnik konkursu może wysłać tylko 1 zgłoszenie!


CZAS TRWANIA KONKURSU

Zgłoszenia należy przesyłać od 1 września (czwartek) do 11 września (niedziela) do północy.


UWAGA! nagrody wysyłane są tylko na terenie Polski. 
  (jeśli mieszkasz za granicą, możesz podać adres kogoś, kto mieszka w Polsce)

 -------------------------------------------------------
WYNIKI
-------------------------------------------------------

Kochane Czytelniczki!
Dziękuję Wam wszystkim za udział w konkursie. Nadesłałyście aż 25 zgłoszeń. Znaczy, że nagrody Wam się spodobały :)
Jak zwykle mieliśmy z psiurem twardy orzech do zgryzienia i jak tak dalej pójdzie, to chyba przestaniemy organizować konkursy (taki żarcik ;)).
 
NAGRODA GŁÓWNA wędruje do (kolejność przypadkowa) :
 
Alicji za gumowe spodniobuty
Magdy za wzruszającą historię o pani Janinie
Mai za kozaki, dla których straciła głowę
 
NAGRODA POCIESZENIA wędruje do (kolejność przypadkowa) :
 
Patrycji za oryginalnego obcasika 
Agaty za czarne szpilki, które stały się źródłem konfliktu z mama
 
        ----------------------------
Osobiście jestem obuwniczą minimalistką ;) Dla mnie buty powinny być proste, uniwersalne i przede wszystkim wygodne! Klimat w Bretanii jest na tyle łaskawy, że na co dzień, przez cały rok używam tylko kilku par butów, w tym obowiązkowo kaloszy (des bottes en caoutchouc). Ale na piękne buty lubię sobie popatrzeć :) 

PS Znacie wyrażenie idiomatyczne trouver chaussure à son pied? Jeśli nie, to zapraszam do obejrzenia zabawnego filmiku z TEGO wpisu.

 -------------------------------------------------------
GALERIA ZDJĘĆ
-------------------------------------------------------

Zdjęcie 1,2,6,14:     des chaussures à talons aiguilles (szpilki)
Zdjęcie 3 :            des cuissardes (bardzo wysokie kozaki, które sięgają aż po udo) 
Zdjęcie 4,9 :            des chaussures de randonnée (buty trekkingowe)  
Zdjęcie 5,7,16:        des bottines (botki)  
Zdjęcie 2,6,8,15:     des chaussures de mariage / de mariée (buty ślubne)
Zdjęcie 10:             un talon (obcas)
Zdjęcie 11            un pantalon cuissard avec bottes de pêche
Zdjęcie 12:             nie ma zielonego pojęcia ;)
Zdjęcie 13:             des sandales (sandały



















56 komentarzy:

  1. Mnie chyba blisko do butoholizmu, właśnie policzyłam, że w tym roku kupiłam 6 par ;) I jak teraz wybrać te ulubione? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. o muszę zrobić zdjęcie swoich ulubionych szpilek :) Ajj jakie one piękne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Natalia napisała (+ zdjęcie nr 1 ):
    Jak przeczytałam Twój post, nie miałam wątpliwości, że muszę wziąć udział w tym konkursie. Nie tylko dlatego, że bardzo chciałabym dostać książkę, ale też dlatego, że od razu wiedziałam o jakich butach napisać.

    Jedna z moich koleżanek miała parę czerwonych szpilek, tylko po to, żeby na nie patrzeć. Obiecałam sobie, że nigdy nie pójdę jej śladem. Niedługo potem zobaczyłam na sklepowej półce przepiękne czerwone szpile. Wiedziałam, że muszę je mieć, i że będę je nosić.
    To cudowne buty. Przykuwają wzrok nie tylko mężczyzn, ale również kobiet. Udoskonalają absolutnie każdą kreację. Zarówno wieczorową czarną sukienkę jak i jeansy. Mam je już kilka lat i wciąż darzę uwielbieniem. Są dla mnie doskonałym połączeniem seksapilu i elegancji.
    Czasem, kiedy mam gorszy dzień, zakładam je na chwilę i od razu czuję, że mogę podbić cały świat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Co za czerwień! A szpila ma ile cm? ;)

      Usuń
    2. Szpila sama w sobie ma 12cm, ale jak od tego odjąć 2,5cm platformy to nie jest już tak źle :)

      Usuń
  4. Mariola napisała (+ zdjęcie nr 2):
    Ahh te nasze kobiece, ''butowe'' dylematy :)))

    Przed ślubem miałam zagwozdkę - czy kupić buty bardzo wygodne i klasyczne, czy szalone i ciut mniej wygodne (co jest bardzo w moim stylu- w końcu, nosząc rozmiar 39, byłam kiedyś w stanie kupić nr 37, bo wpadła mi w oko pewna para czółenek :D).

    Na zakupy ślubnych butów wybrałam się z mężem. Wszystkie dodatki mieliśmy w kolorze bordo, a więc chciałam, aby i buty były dopasowane. Praktycznie w pierwszym sklepie spodobała mi się para pięknych, połyskujących bordowych pantofli. Były przecudne, tyle tylko że nie wydawały się być praktyczne. Ślubne buty dziewczyn kojarzyły mi się z dość niskim obcasem i przede wszystkim musiały mieć zapięcie i być stabilne. Te sprawiały inne wrażenie :)

    Chodziliśmy od sklepu do sklepu, a ja ciągle myślałam o tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Były skórzane i kosztowały coś ponad 300 zł. Nareszcie, w jednym ze sklepów odnalazłam inne, bordowe buty, zapinane, na stabilnym słupku. Dokładnie - tak wyobrażałam sobie buty Panny Młodej, tej rozważnej, mniej romantycznej. Również były skórzane, również koszt przekroczył 300 zł. Wzięliśmy je, bardziej z rozsądku niż z moich upodobań. Narzeczony znał mnie, mój styl i wiedział o tym, że decyzja o ich wybraniu była bardzo racjonalna.

    Problem pojawił się, gdy wróciłam do akademika. Patrzyłam na te buty, ale czułam, że to nie to. To nie o nich marzyłam. Ciągle w głowie siedziały mi te błyszczące szpileczki. Popłakałam się i poszłam spać.

    Obudziła mnie przyjaciółka słowami : Zobacz co jest w pudełku pod Twoim łóżkiem. Okazało się, że mój narzeczony jeszcze raz pojechał do galerii i kupił buty, o których tyle myślałam. Nie mówiłam mu o nich. Znał mnie na tyle dobrze, aby to wyczytać z mojego zachowania. Warto dodać, że on także był studentem i staraliśmy się utrzymywać bez pomocy rodziców. Zatem wiadomo, nie na co dzień kupuje się buty za ponad 300 zł, a co mówić jeszcze gdy robi to para studentów ;)

    Byłam przeszczęśliwa! Zostałam przy moich ukochanych butach, które okazały się być bardzo wygodne i służą mi do dziś :) Co prawda nie mogłam zwrócić do sklepu butów, które sama kupiłam, ale na szczęście udało się je wymienić na pantofle ślubne dla mojego męża :P

    I tak, w moim wypadku, szaleństwem ślubnym nie okazało się wybieranie sukienki, zespołu weselnego czy kamerzysty, a jakże ważnych w naszej kobiecej garderobie, butów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takim fajnym mężem (wtedy jeszcze narzeczonym) to można spokojnie iść przez życie i razem konie kraść! A bordowe elementy w sukni ślubnej uważam za bardzo "francuskie". Tu też panuje podobna moda :)

      Usuń
  5. Maja napisała (+ zdjęcie nr 3):
    Moja historia- przerażająca dla mnie a zabawna dla wszystkich świadków tej gafy miała miejsce rok temu, kiedy kupowałam moje piękne, wysokie kozaki. Zobaczyłam je na wystawie więc weszłam do sklepu i cudo! Przepiękne! Poprosiłam o swój rozmiar. Przez to, że buty są wysokie- sięgają nad kolano musiałam przymierzyć je w przymierzalni, ponieważ byłam w spodniach. Przymierzyłam- pasowały idealnie. Postanowiłam, że kupuję. Wyszłam z przymierzalni, zapłaciłam i pomyślałam, że założę je aby w nich wrócić do domu. Weszłam z powrotem do przymierzalni, zdjęłam spodnie, włożyłam kozaki i wyszłam zapominając o spodniach! Ludzi było sporo- to był początek sezonu- nowa kolekcja, a ja środkiem szłam w swoich nowych kozakach bez spodni :) Po kilku krokach ekspedientka przytomniejsza ode mnie szybko podeszła i zasłoniła mnie gazetą odprowadzając do przymierzalni gdzie wisiały moje spodnie. Jednym słowem katastrofa! Poczekałam chwilę, żeby ludzie obecni przy tym zdarzeniu wyszli i wręcz uciekłam dziękując tylko ekspedientce za uratowanie mnie przed wyjściem ze sklepu. Do tej pory nie weszłam już nigdy do tego butiku i o całej sytuacji chcę zapomnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak prawdą jest, że dla butów można stracić głowę ;)

      Usuń
  6. Magda napisała :
    Czerwone szpilki to dla mnie taki klasyk jak mała czarna czy filiżanka café au lait. Niestety od wszystkich tych trzech rzeczy jestem uzależniona. Wśród moich znajomych znana jestem z tego, że w szpilkach (niekoniecznie czerwonych) chodzę prawie wszędzie- wyjątek robię tylko wtedy gdy chodzę po górach i zazwyczaj wtedy nikt mnie na zdjęciach nie poznaje;). A gdy ogłosiła Pani konkurs nt historii na obcasach przypomniała mi się historia pani Janiny, która była najwierniejszą wielbicielką
    prawdziwych kobiecych butów...
    Panią Janinę poznałam gdy w ramach praktyk studenckich chodziłam do Domu Pomocy Społecznej. Razem z koleżanką już wtedy obie znane byłyśmy z tego, że chociaż może ubierałyśmy się skromnie, ale zawsze musiałyśmy mieć na nogach buty z chociaż minimalnym obcasem-na płaskich po prostu nie potrafiłyśmy chodzić ;). Gdy przyszłyśmy na praktyki do DPSu, miałyśmy sporo zajęć dlatego ciągle słychać było stukot naszych obcasów. I wtedy poznałyśmy Panią Janinę-chciała żeby koniecznie odwiedziły ją "te
    panie co tak stukają". Gdy weszłyśmy do jej pokoju nie spojrzała na nasze twarze, ale od razu w dół, na buty i zaczęła się nimi zachwycać. Sama była już bardzo schorowana, nie mogła chodzić, musiała leżeć w łóżku. Ale opowiedziała nam jak kiedyś, gdy była młoda i wchodziła do budynku, w którym pracowała, wszyscy słysząc stukot obcasów od razu wiedzieli, że to idzie pani Janinka. I że najbardziej czego dziś żałuje to tego, że już niestety nigdy takich butów nie założy. A potem poprosiła nas
    żebyśmy otworzyły szafkę, która stała obok jej łóżka. Co było w środku? Staromodne, ale mimo to piękne, porządnie wykonane pantofelki na dość wysokim obcasie. „Bo wiecie dziewczynki, chodzić już w nich nie mogę, ale jak mi smutno to sobie otwieram tę szafkę i chociaż na nie popatrzę i powspominam”.
    Pani Janina niestety nie żyje już od kilku lat, ale wierze, że tam gdzie jest chodzi może i w anielskiej aureoli, może w anielskiej sukience, ale na pewno w swoich pięknych butach na obcasach.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ile Pani Janina miała lat, ale przed oczami staje mi prawdziwa przedwojenna dama :)

      Jedna z moich sąsiadek (Juliette lat 70+) ubiera szpilki nawet (a może przede wszystkim) wtedy, kiedy wyprowadza swojego pudelka i tak prawie przez okrągły rok :)

      Usuń
  7. Anna napisała (+ zdjęcie nr 4) :
    Ja mam taką parę butów, bez których nie ruszam się na wakacje
    bez ich nie wyobrażam sobie włóczęgi po lesie, górach itp
    w mieście też się przydają gdy jest lód na chodnikach albo minus 10 - jeszcze się takie temperatury zdarzają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poitne du raz, czyli byłaś w moich okolicach :D :D
      (jest to punkt najdalej wysunięty na zachód, później tylko bezmiar oceanu i dopiero Ameryka ;))

      Usuń
  8. Ah, ten konkurs jakby specjalnie dla mnie <3 bo ja kocham Francję, jestem francophonem i frankofilem, do tego kocham czytać i kupuję wszytkie te pozycje pisane przez Francuzów lub obcokrajowców, którym przyszło we Francji zamieszkać, no i uwielbiam buty! :) a aktualnie moja kochana para to Nike Pegasus 31, w których przebiegałam parę set km, ciążę, poród i młode macierzyństwo i nadal jesteśmy nierozłączni <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie trampki. Pasują do wszystkiego, wygodne i niezastąpione od lat. a-wa-92@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Solange napisała (+ zdjęcie nr 4):
    Buty! Można stracić dla nich głowę. Uwielbiam je kupować,staram się zachować przy tym rozsądek, ale nie zawsze mi to wychodzi. Cóż... każda kobieta ma swoje słabości ;) Najlepiej czuję się w szpilkach, niezależnie od tego czy są to sandały, kozaki czy botki, muszą być wysokie! Szpileczka może być bardzo cienka, lub trochę grubsza, zależy jaki fason i przeznaczenie ma dana para. Mam bardzo szczupłe nogi, a lubię nosić zimą długie kozaki. Zawsze mam problem z dobraniem takich, które nie będą odstawać mi od łydki. Pamiętam pewną historię, byłam wtedy jeszcze studentką. W poszukiwaniu swojej wymarzonej pary kozaków ruszyłam w miasto, odwiedzałam sklepy zarówno te drogie, luksusowe i znane jak i zwykłe, tańsze, gdzie buty są tzw. firmy "krzak". Nie zwracałam uwagi na ich jakość, cena też zeszła na drugi plan. Chciałam znaleźć takie, które będą przylegać do nogi. Długo to trwało, przemierzyłam mnóstwo par, aż wreszcie natrafiłam na moje idealne kozaki. Pamiętam, że wtedy królowały brązy, miały one ciepły odcień tego koloru, były na lekkiej platformie i wysokim obcasie. Pasowały idealnie, niczym zaprojektowane specjalnie dla mnie, pięknie prezentowały się na nodze, nie odstawały. Od razu skradły moje serce, mało tego, kosztowały około 100 zł. Kupiłam je bez wahania. Okazały się wygodne, mogłam chodzić w nich wiele godzin. Któregoś dnia pojechałam z mamą do miasta pozałatwiać kilka spraw, miałam na sobie oczywiście swoje kozaki. Zdążyłyśmy pochodzić po mieście 5 minut, aż tu nagle poczułam jakbym weszła w jakąś dziurę. Zaskoczona stanęłam, mama powiedziała: "coś zgubiłaś", odwróciłam się, a metr dalej leżał mój obcas! Najpierw wpadłam w złość, po chwili zaczęłam się śmiać na cały głos, aż do łez. Po drugiej stronie ulicy był kiosk, kupiłam jakiś klej, niestety nie pomógł. Zawróciłyśmy, plany musiałyśmy przełożyć na inny dzień, na szczęście byłyśmy samochodem, więc nie musiałam znosić trudów powrotu do domu. Szewc naprawił mi ten obcas, niestety sytuacja powtórzyła się przy drugim bucie w następnym tygodniu. Wracałam z uczelni i kilkadziesiąt metrów od domu znów urwał mi się obcas. Tym razem już się nie denerwowałam, tylko czułam ulgę, że stało się to po wyjściu z uczelni, a nie w trakcie zajęć. Nie naprawiałam już tych butów kolejny raz, wylądowały w koszu. Zrozumiałam, że jakość też odgrywa ważną rolę. Obecnie moim marzeniem jest kupić kiedyś parę klasycznych czarnych szpilek Chrisitana Louboutin, mam nadzieję, że uda mi się to zrealizować. Czekam tylko na odpowiednią okazję, by mieć pretekst do wydania tych kliku tysięcy bez ogromnych wyrzutów :P Natomiast teraz najlepiej czuję się w botkach. Mogę je nosić o każdej porze roku, oczywiście dostosowując daną parę do pogody. Nie ma problemu z tym, że odstają, świetnie trzymają się na nodze, więc są wygodne, do tego uważam, że podkreślają długość nóg, co jest zapewne dużym atutem. W załączniku przesyłam moją ulubioną prę, zdjęcie z sierpniowej sesji w połączeniu z książkami, które są również moją miłością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkradł się błąd. Chodzi o zdjęcie numer 5!

      Usuń
  11. Małgosia napisała (+ zdjęcie nr 6)
    W popularnym serialu „Sex and the city” główna bohaterka – Carrie Bradshaw – twierdziła, że „każda powinna mieć wyjątkowe buty, żeby radośniej kroczyć przez życie”. Na dzień ślubu wydaje się to zdecydowanie dobrą radą, dlatego wysyłam zdjęcie mojej ulubionej pary szpilek, które miałam na swoim ślubie. Są bladoróżowe i teraz, już po ślubie, są przeze mnie mocno eksploatowane, ponieważ pasują do (prawie) każdej kreacji. Aktualnie modowy trend ze wszech stron obwieszcza, że ślubne białe buty są démodé, w dodatku znacznie mniej praktyczne. W obuwniczym świecie czuje się jak ryba w wodzie, choć wzuć buty w moim przypadku nie tak łatwo- nie każdy zdaje sobie sprawę, że poza rozmiarem (długością) buty mają także swoją tęgość. Najbardziej popularna oznaczana jest literką G, a osoby, które mają nieprzeciętnie szczupłe stópki (w tym ja) noszą tęgość F. Moja miłość do obuwia przejawia się również po francusku – polecam obuwniczy utwór En passant par la Lorraine (w którym bohaterka też nosi ciekawe obuwie :D) https://www.youtube.com/watch?v=CotZfnKGWHM :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! nigdy nie słyszałam o tym, że buty mają tęgość :) bon à savoir !

      Usuń
  12. Kinga napisała (+ zdjęcie nr 7)

    Zacznę może od tego, że buty na wysokich obcasach są moją ogromną miłością, a wśród znajomych jestem znana jako ta, która w szpilkach chodzi nawet na plażę i zabiera je na wyjazd pod namiot :D Buty dodają mi nie tylko tych kilku centymetrów wzrostu, ale i pewności siebie, seksapilu i kobiecości.
    Moją ulubioną parą butów są zamszowe botki ze skórzaną misterną koronką, która jest wycinana w kwiaty i ćmy. Czaiłam się na te parę wiele miesięcy, aż któregoś dnia uśmiechnęły się do mnie z wystawy jednego z komisów. Tego dnia wiedziałam że będą moje :) Uwielbiam buty na ekstremalnie wysokim obcasie, a te dodatkowo wyglądają jak maleńkie dzieła sztuki.
    Butki te przesiąknięte są niezwykle miłymi wspomnieniami pierwszych wspólnych nocnych spacerów z moim ukochanym. Uwielbiamy spędzać czas na zewnątrz spacerując nocą po pustym mieście, odwiedzamy zielone parki i skwery. Ma to w sobie niezwykła magię i romantyczny klimat. Szpileczki te towarzyszyły mi przez większość tego czasu. Chodziłam w nich po błotach, trawnikach, przełaziłam przez dziury w siatkach, a nawet zdarzyło się wspinać po ogrodzeniu :D Prawdziwe buty terenowe do których zawsze wracam z szerokim uśmiechem na twarzy.
    P.S. Zdjęcie zrobione tuż po zakupie. Dziś już wyglądają trochę gorzej, ale wciąż są moją ulubioną parą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ulubionych mam oczywiście tuzin, ale ta dla mnie szczególna, to para butów, w których... nie chodzę. Mało tego. Kupiłam je już z takim zamiarem. Nie chodzę w nich, bo w ogóle nie chodzę w szpilkach. Raz że nie umiem, a dwa że jestem za wysoka. Te powody jakoś się splatają i robi się błędne koło. No ale jak kiedyś zobaczyłam w sklepie te cudne nienachalnie pudrowo-łososiowe szpilki z delikatnej skórki, z zakrytym całym przodem stopy aż nad kostkę i z cienkim paskiem nad piętą to wiedziałam, że muszę je mieć. Odkryte palce też robią swoją zmysłową robotę. Oczywiście jeszcze się trochę droczyliśmy. Przychodziłam do tego sklepu, w którym stały kilka razy "popatrzeć", ale w końcu mnie złapały. I mimo że oficjalnie ich nie noszę... To jak zdarza mi się chmurzasty dzień, potrafię przyjść do domu, włożyć je z namaszczeniem jakbym wkładała złote baleriny, i pochodzić po mieszkaniu. Staję się wtedy kimś innym. Pewnie wyglądam jak Monika Bellucci - a przynajmniej tak mi się wydaje. I wyrastam na chwilę ze wszystkim problemów. Może to okropnie głupie i próżne, ale siły mi te moje buty potrafią dodać! Jak nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. Jak coś mi wpadnie w oko, to nie ma zmiłuj się. Mogę wejść jeszcze do 10 innych sklepów, a i tak wrócę do tego, w którym miałam un coup de coeur ;)

      Usuń
  14. Ewa napisała (+ zdjęcie nr 8) :
    Moje ukochane buty to te, w których szłam do ślubu.. I pewnie nie byłoby w tej historii niczego wyjątkowego, gdyby nie fakt, że ich poszukiwania zakończyłam na trzy dni przed ślubem, kupując w ciemno przez internet... Ale musiało być po mojemu.. Cała stylizacja musiała być uzupełniona właśnie o TE buty, żaden inny kolor ani wysokość obcasa nie wychodziły w grę... Do dziś to buty na wyjątkowe okazje.. Zresztą to chyba widać, że są wyjątkowe? Załączam foto ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ulubionymi butami z mojej kolekcji są białe tenisówki. Niby nic nadzwyczajnego, ale kupiłam je z dwóch powodów: Rachel Green (Przyjaciele) oraz Baby (Dirty Dancing). Absolutna klasyka, najwygodniejsze buty na świecie, świetnie podkręcają codzienne stylizacje oraz ... za każdym razem gdy na nie spojrzę przypominają mi się te dwie postacie (które uwielbiam), a które zawsze wyglądały świetnie każdego dnia, a nie tylko od święta :)
    mail: luculnamoofficial@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Ewa napisała (+ zdjęcie nr 9):
    Moje ulubione buty, to buty trekkingowe. Są bardzo wygodne i
    sprawdzają się nawet w ekstremalnych sytuacjach. Odwiedziły ze mną
    autostopem już wiele krajów. Czasem musiały iść przez podmokłe trawy,
    pola zbóż i wilgotnego rzepaku sięgającego pasa, ale jakimś cudem nie
    przemiękły. Wspinały się ze mną na liczne góry, wzniesienia, mosty i
    wiadukty. Często skakały przez kałuże i uliczne potoki. Po paru latach
    aktywnego użytkowania, wciąż mają się całkiem nieźle.Są praktyczne i
    zawsze czuję się w nich pewnie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Natalia napisała :
    jestem typowym koneserem zwykłych trampek, ale jeśli chce się ubrać jak piękne francuski- bo one zawsze są cudne i chodzą z gracją jak po czerwonym dywanie, to wybieram moje ukochane, czarne, klasyczne buty na obcasie. Pasują do wszystkiego, uwierzcie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Patrycja napisała (+ zdjęcie nr 10):
    Francuski szyk w głowie mi wciąż tkwi,
    ELEGANCJA ważna sprawa, piękne laczki to podstawa.
    Ciągle miejsca w szafie mało, jeszcze jedną by się zdało.
    Lekkie i wygodne butki, precz odgonią wszystkie smutki.
    Adidasy czy sztylbety? Co jest dobre dla kobiety?
    Nowość w szafie to uciecha, każda panna się uśmiecha.
    Na bankiety, wielkie wyjścia - to jest sprawa oczywista.
    Jakże piękne i słodziutkie. Ooo... poproszę te malutkie.
    Czasem trzeba ryzykować, by mężczyznę oczarować.
    My - płeć piękna, siebie rozumiemy, kiedy nowe buty kupujemy.
    Lecz nie łatwa jest to sprawa, głową ruszyć to podstawa.
    Kto ma styl i kto ma gust? Paryżankę naśladuj już!

    Historia mojej ulubionej pary butów jest związana z moim ówczesnym chłopakiem. Na pierwszej randce podarował mi bardzo nietypowy prezent. Jakież było moje zdziwienie, kiedy oprócz bukietu róż podarował mi... maleńki obcas. Nie był to byle jaki obcas, ale cudo zdobione z zegarmistrzowską precyzją maleńkimi suszonymi kwiatami. Ten drobiazg (a raczej oryginalny pomysł mojego oblubieńca) skradł moje serce. Będąc we Włoszech szukał czegoś wyjątkowego dla mnie i zdobył ten element obuwia. Podziękowałam i z uśmiechem odparłam, że teraz czekam na buty :) Oczywiście nie przypuszczałam, że wariat za rok kupi mi takie o jakich marzyłam. Obcas był zdobiony innymi kwiatami, ale równie piękny. Zakładałam je tylko na nasze randki, bo bałam się, że mogę uszkodzić piękne obcasiki. Były to buty, o które dba się z największą troską. Do dzisiaj są to moje ulubione buty - głównie dlatego, że mają dla mnie wartość sentymentalną. Chociaż leżą w szafie w moim rodzinnym domu, to czasami tam zaglądam - chcę wrócić do wspomnień związanych z moją pierwszą miłością i przypomnieć sobie uczucie, które żywiłam do tego chłopca. Minęło już jedenaście lat i los ułożył nam całkiem inne scenariusze. Dzisiaj uśmiecham się, kiedy wyciągam z "pudełka pamiątek" maleńki obcasik.

    Do swojego opowiadania dołączam zdjęcia obrazujące ten oryginalny podarek. Bardzo się cieszę, że mogłam tę piękną historię przypomnieć sobie jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo oryginalny prezent, samo wykonanie obcasa również!

      Usuń
  19. Alicja napisała (+ zdjęcie nr 11) :
    Same opowieści o szpilkach, superkobiecych bucikach na specjalne okazje… A ja mam coś z innej beczki! Zupełnie innej :)
    Jako biolog zajmujący się roślinami wodnymi potrzebuję odpowiedniego wyposażenia. Praca w każdych warunkach pogodowych, cały rok, w różnym terenie, czasem bardzo nieprzyjaznym. Dlatego gdziekolwiek się ruszam, zawsze mam mają ulubioną parę bucików w bagażniku samochodu. Moja ulubiona para butów to przykład obuwia „do zadań specjalnych” - gumowe spodniobuty! :)
    Przeszliśmy razem sporo. Kilometry linii brzegowych w upale - działały jak sauna wytapiając ze mnie ostatnie krople wody i resztki sił. Bieg lasem, skarpą pod górę po przypadkowym wdepnięciu w gniazdo dzikich os, czyli sprint w gumie godny Usaina Bolta - też zaliczone. Nawet zimą, kiedy na dworze daleko poniżej zera, po przekuciu się przez lód godzinami brodziłam w gęstej od zimna wodzie - były tam ze mną (razem z kilkoma parami wełnianych skarpet i nadzwyczaj atrakcyjnych kalesonów). Powiecie, że to takie niekobiece buty… I w sumie będziecie mieć rację. Grube, ciężkie, toporne, barwy zgniłozielonej, rozmiary wyłącznie męskie, do tego krój umożliwiający skuteczną ochronę męskiej ciąży spożywczo-piwnej. Swoją drogą ten krój przysparzał mi na początku trochę dodatkowych atrakcji - kiedy pochylałam się, żeby zebrać rośliny do badań, nabierałam niezłą porcję zimnej wody do tej właśnie spożywczo-ciążowej części, która po wyprostowaniu przelewała się do środka, chłodząc skarpetki. Stąd mój patent na kolorowe paski - paski, sznurki, cokolwiek się znajdzie wśród terenowego sprzętu. Z jednej strony chroniły przez zalaniem, a z drugiej (tak tak drogie panie, w końcu coś dla nas!) podkreślały linię talii i dodawały stylizacji lekkości i stylu ;) Nawet w środku lasu, wśród dziczy i szuwaru trzeba dbać o szyk i styl! :)
    Czego sobie i Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
  20. Marysia napisała (+ zdjęcie nr 12):

    W temacie butów jestem naprawdę egzemplarzem wybitnym. Ubrania mogę kupować prawie na tony, z każdych zakupów przynoszę coś, z czego jestem naprawdę zadowolona. Natomiast buty.... buty to dla mnie "kamień w bucie", straszny z nimi problem. Nie lubię wyglądu nowej pary, takiej sklepowej i bez historii, dlatego strasznie rzadko udaje mi się coś upolować, i przekonać samą siebie, że "oto one". Ale są jedne takie, bardzo, bardzo sentymentalne, brzydkie już jak noc, a jednak ciągle nie mogę się ich pozbyć. Znacie nazwę "szczurki"? Bo o szczurkach mowa :D , Byłam w nich na Ekstramalnej Drodze Krzyżowej, na niezliczonej ilości górskich wędrówek (raz nawet wpadłam w nich po uda w błoto). Ale największą przygodę przeżyłam w nich kiedy wyruszyłam na szlak Camino de Compostela. Moje pojawienie się na lotnisku zostało okraszone tekstem jednego z uczestników wyprawy: "Cooo? Na Camino? W szczurkach?" Wiecie ile dzikiej satysfakcji miałam, kiedy widziałam później jego wielkie bąble na stopach, spowodowane przez nowiutkie, piękne, z najwyższej półki buty treckingowe? No troszkę ;)
    Szczury przeszły ze mną cały świat, ciągle trzymają się w jednym kawałku, ale chyba przyszła już pora na to, żeby ktoś podpowiedział mi jak okiełznać szpilki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam nigdy określenia "szczurki" ;)
      Podziwiam za Camino de Compostela!! We Francji to bardzo popularna pielgrzymka.

      Usuń
  21. Patrycja napisała :

    Moją ukochaną parą butów były buty w stylu Dr. Martens wężowe.
    ( https://www.google.pl/search?q=air+wair+snake&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjt0va3p_7OAhXI3SwKHeqiA10Q_AUICCgB&biw=2048&bih=1046#tbm=isch&q=dr+martens+snake&imgrc=wdusY_neIpW38M%3A )

    Oczywiście buty te mają swoją niepowtarzalną historię. Mianowicie, gdy w zamierzchłych czasach uczęszczałam do LO (jakieś 15 lat temu) to mój tata wraz ze swoim znajomym wybrał się do Paryża w celach służbowych. Buty zostały zakupione w jakimś paryskim outlecie (marudziłam miesiącami o tym, że chcę martensy), a gdy tata wyszedł ze sklepu to natknął się na przejazd królowej Elżbiety. Buty były cichymi widzami królewskiej wizyty, może dlatego były tak wspaniałe. Znosiłam je doszczętnie, chodziłam w nich non-stop, najwygodniejsze i najlepsze buty EVER.
    Z tego co się orientuję to jeszcze leżą gdzieś w szafie w moim domu rodzinnym. Służyły mi dzielnie i wytrwale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za czasów mojej młodości popularne były glany :D

      Usuń
  22. Katarzyna napisała (+ zdjęcie nr 13) :


    Po zobaczeniu pytania o ulubione buty, nie musiałam się długo zastanawiać. Od razu zobaczyłam moje czarne klapki marki Birkenstock. Kojarzą mi się z ciepłem, bo zaczynam je nosić od razu po tym gdy pojawiają się ciepłe dni. Oprócz tego zwiedziłam w nich kawałek świata, od wschodu do zachodu Stanów Zjednoczonych, sporą część Europy. Gdy się na nie patrze widzę te wszystkie miejsca oraz wspomnienia. Oprócz tego to najwygodniejsze buty w jakich działają. Gdyby tego było mało działają dobrze na moje lekkie płaskostopie co już całkiem sprawia, że są to buty idealne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie niepozorne, za to z jaką przeszłością :)

      Usuń
  23. Kasia P. napisała :

    Kupowanie butów od zawsze sprawiało mi najwięcej przyjemności - nawet jeśli w danym momencie nie potrzebuję nowej pary, to nie potrafię przejść obojętnie obok sklepów obuwniczych czy nie przeglądnąć nowych kolekcji na stronach internetowych :D
    Wybór jednej ulubionej pary butów jest dla mnie ciężki, dlatego będą to dwie ulubione pary - wysokie szpilki oraz... buty narciarskie !
    Pierwszy wybór - czółenka na wysokiej szpilce - z racji na swój niski wzrost od zawsze wybieram wysokie obcasy. Nie jestem zwolenniczką "półśrodków" dlatego w mojej szafie nie ma butów na kilkucentymetrowym obcasie. Albo ubieram min. 10 cm obcasy albo nie ubieram ich wcale ;) Szpilki to wybór uniwersalny - sprawdzają się zarówno do eleganckiej sukienki jak i do dżinsów i bardziej luźnej stylizacji. Chyba każda kobieta się ze mną zgodzi, że szpilki to nasz absolutny przyjaciel ! Potrafią wysmuklić sylwetkę i dodać nam 100 punktów do pewności siebie :) Moje ulubione czółenka to różowe, zamszowe na wysokiej szpilce.
    Drugi wybór - zupełnie odmienny. Jazda na nartach to moja pasja od najmłodszych lat, dlatego w mojej kolekcji nie może zabraknąć funkcjonalnych i wygodnych butów narciarskich. To druga ukochana para butów obok wysokich szpilek :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Anula napisała (+ zdjęcie nr 14) :

    To nie są buty na co dzień - zwłaszcza, że obcas morduje.
    Dla kogoś, kto jak ja zwykle w rankingach wzrostu króluje
    i nigdy nie miał okazji nauczyć się w szpilkach ganiać
    to buty są wyjątkowe. Buciki do wyglądania.
    Ćwiczę w nich chodzenie czasem, ale przyznaję - bez skutku,
    bo nauka idzie mi wciąż opornie, wciąż pomalutku...
    Za to wyglądanie w owych szpilach w kolorze miłości
    mam nieźle opanowane. :) Wprost możecie mi zazdrościć!
    Dlatego nie wkładam co dzień tych bucików, lecz od święta,
    a po pracy i po domu ganiam w różnych sandalętach,
    japonkach oraz pantoflach. Szpilki? To już jest wyzwanie.
    Ja, żyrafa ciut niezgrabna, rzadko się porywam na nie,
    lecz mam w genach wręcz zaklętą miłość wielką do obcasa,
    nawet, jeżeli nie umiem w nim ni chodzić, ani hasać... ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. ZNA KTOŚ APLIKACJĘ NA ANDROIDA NA KTÓREJ MOŻNA CZYTAĆ KSIĄŻKI PO FRANCUSKU I PO NAJECHANIU KURSOREM NA DANE SŁOWO POKAZUJE SIĘ JEGO TŁUMACZENIE NA JĘZYK POLSKI?

    OdpowiedzUsuń
  26. Paulina napisała (+ zdjęcie nr 15) :


    Moje ukochane ślubne.

    Większość przyszłych panien młodych najpierw wybiera suknię, a dopiero później kompletuje wszystkie pozostałe dodatki. W moim przypadku było jednak całkowicie inaczej. Pierwsze były buty, dopiero potem suknia ślubna i cała reszta. To właśnie na nich najbardziej mi zależało.
    Zakochałam się w pięknych eleganckich, satynowych pantofelkach i dzięki nim w tym wyjątkowym dla mnie dniu czułam się jak księżniczka.
    Wiem, że już na zawsze pozostaną one ze mną w mojej szafie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny! Zburzyłyście mój światopogląd !!! Zawsze myślałam, że to sukienka jest najważniejsza ;)

      Usuń
  27. Agata napisała :

    oje ukochane buty, trafily do mnie przez przypadek. Pewnego dnia, dzien przed moimi 18 urodzinami szukalam odpowiedniej pary butow na urodzinowa impreze i znalazlam: klasyczne czarne szpilki, ze zlotymi zdobieniami na obcasie, nie za wysokie - idealne. Niestety cena przekraczala moj zasob portfela, wiec do domu wrocilam z niczym. Poprosilam wiec mame by pozyczyla mi brakujaca sume, zeby wrocic po moje cudenka nastepnego dnia. Niestety kolejny dzien przyszedl wraz z natlokiem obowiazkow, a urodzinowa imoreza zblizala sie wielkim krokiem. Moja mama widzac jak bardzo jestem przejeta, zestresowana i tyle rzeczy mam jeszcze na glowie, zaoferowala sie, ze pojedzie dla mnie i kupi te buty. Opisalam jej wszystko ze szczegolami: jak wygladaja, ile maja centymetrow, nawet jakie sa w dotyku. Kiedy juz przyszedl czas na wyjscie na impreze, a mama jeszcze nie wrocila z zakupow, zaczelam sie strasznie stresowac. Dzwonilam do niej, lecz nie odbierala. Nagle weszla do domu cala w skowronkach z torba z butami. Usmiechnela sie szeroko i powiedziala: "Mam! Idealne na twoja impreze! Mam nadzieje ze je pokochasz tak jak ja". Pomyslalam ze juz dawno sie w nich zakochalam wiec nie ma obaw! Kiedy otworzylam karton, lzy naplynely mi do oczu. To nie byly moje buty. Spojrzalam na mame a ona widzac moja twarz szybko powiedziala: "No wiem, ze to nie takie jak mowilas, ale te sa znacznie lepsze! Tamte byly bardzo niewygodne i zle wyprofilowane. A te rozniez maja zlote akcenty! No dalej, przymierz!" Nie moglam nabrac powietrza, spojrzalam na to "cos" co kupila moja mama i rozplakalam sie. Nakrzyczalam na nia, ze zrujnowala moja impreze, ze te buty sa paskudne i dzieki niej bede wygladac okropnie (a wiadomo, kaprysne nastolatki musza wygladac jak krolowe, szczegolnie w swoje swieto). Zabralam te nieszczesne buty i zaplakana wybieglam z domu, krzyczac do mamy ze jej nienawidze.

    Nawet nie wyobrazacie sobie jak bylo mi glupio kiedy przymierzylam buty od mamy. Tak jak mowila, byly bardzo wygodne, szczegolnie w porownaniu z moim wczesniejszym idealem. W kartonie nie prezentowaly sie za dobrze, lecz kiedy je ubralam, dotarlo do mnie jakie sa sliczne. Wiele dziewczyn tamtej nocy komplementowalo moje buty, mowily ze swietnie pasuja do mojej sukienki, chcialy kupic takie same. Pozno nad ranem, kiedy moja mama przyjechala mnie odebrac, dlugo milczalysmy w drodze do domu. Dopiero pod koniec zdecydowalam sie wydusic z siebie "Przeprasza". Mama odpowiedziala mi tym samym, przeprosila mnie ze popsula mi urodziny. Z ponura mina powiedzialam: "To nie prawda, dzieki Tobie to byla na prawde udana noc. Dziekuje ze kupilas mi te buty." Mama wciaz wpatrzona w droge przed siebie, powiedziala z lekkim usmiechem na twarzy: "Wiedzialam, ze je pokochasz".

    Mam te buty do dzis, i za kazdym razem kiedy je ubieram, wspominam ten dzien. Jestem jej ogromnie wdzieczna za ta pare idealnych butów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te konflikty na linii matka-córka :) Na szczęście wszystko dobrze się skończyło!

      Usuń
  28. Monika napisała (+ zdjęcie nr 16):
    Na pytanie o ulubioną parę butów odpowiadam bez zastanowienia! Niesamowite botki Rebeki Minkoff przyleciały do mnie prosto ze Stanów Zjednoczonych i... pomogły w poznaniu najlepszej przyjaciółki! Od momentu, w którym weszłam do biura mojej potencjalnej szefowej, miałam wrażenie, że coś przykuło jej uwagę. Po kilku typowych pytaniach rekrutacyjnych padło jeszcze jedno, żartobliwe: "jeśli powie mi pani, gdzie kupiła te buty - jest pani przyjęta". Moja rozmowa rekrutacyjna skończyła się w centrum handlowym, dokąd udałam się z Wiolą, niedoszłą pracodawczynią na wielkie zakupy. Nie pracujemy razem, ale świetnie się dogadujemy, a w biurowcu, który miał być moim miejscem pracy często bywam, na kawę :) Aha... okazało się, że ja i Wiola mamy ten sam numer obuwia, zgadnijcie, które buty zdarza jej się ode mnie pożyczać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Zgłoszenie nadesłane w niedzielę wieczór, o godzinie 23.03 (żeby nie było ;))

      Usuń
    2. Niektórzy to się potrafią ustawić ;) Nie dość, że zgarną piękne buty to jeszcze w pakiecie z przyjaciółką ;)

      Usuń