sobota, 25 lutego 2017

Francja, Erasmus i ja

Powiadają, że Erasmus to międzynarodowe biuro matrymonialne 💏 Podobno jeden na czterech studentów spotyka na wymianie za granicą miłość swojego życia, a od początku projektu, który w tym roku obchodzi swoje trzydziestolecie, urodziło się podobno milion dzieci 👶👶👶 Cóż, sama jestem na to chodzącym dowodem 😁 Ale od początku...


Na studia do Francji wyjechałam na piątym roku, w ramach studiów magisterskich na Uniwersytecie Wrocławskim. Nie była to moja pierwsza tego typu wymiana, ale o tym później. Mój wybór padł na uniwersytet w Rennes (Université Rennes 2), w Bretanii, bo stwierdziłam, że TAM mnie jeszcze nie było. W owym czasie, czyli 10 lat temu, Bretania nie była zbyt popularnym regionem, ale zaintrygowały mnie megality z Carnac, zaczarowany las Brocéliande i bretońskie naleśniki 😉 


Spakowałam plecak, wsiadłam w autokar i 30 godzin (sic!) później  stanęłam przed akademikiem, w którym miałam mieszkać przez najbliższych kilka miesięcy. W Rennes studiowałam FLE (Français Langue Etrangère), czyli kierunek, który miał przygotować mnie do nauczania francuskiego obcokrajowców. Ameryki na nich nie odkryłam, ale co się osłuchałam z francuskim to moje 😜

Kiedy nie chodziłam na zajęcia lub do biblioteki (jednocześnie miałam pisać  pracę magisterską, wyszło jak wyszło, napisałam ją w końcu po powrocie 😏), rozbijam się z innymi erasmusami po Bretanii (korzystaliśmy z wycieczek, które organizowała dla nas uczelnia lub sami coś kombinowaliśmy).  

Tak spodobało mi się studiowanie, a raczej mieszkanie we Francji (bądźmy szczerzy), że postanowiłam zostać na drugi semestr. Bez większych problemów przedłużono mi stypendium. Będąc na ostatnim roku, nie miałam zbyt wielu godzin do wyrobienia, więc zaczęłam szukać jakiegoś zajęcia. Udało mi się zaczepić w pewnej szkole zawodowej, do której przyjechali uczniowie z Polski i których należało podciągnąć z francuskiego. Udzielałam też lekcji polskiego. To w ten sposób poznałam Charles'a. Miał wyjechać na staż do Poznania. Niestety zbyt wiele się dzięki mnie nie nauczył, bo lekcje szybko zamieniły się w randki (sorry Winnetou 😀)

To był naprawdę fajny czas. Dużo mogłabym na ten temat napisać. Kto miał okazję studiować za granicą, wie, o czym mówię 😊

O wymianach studenckich mówi się dużo. Myślę, że nie muszę Was do nich szczególnie przekonywać, ale myślę, że kilkoma dobrymi radami nie pogardzicie.

1. Jeśli myślisz o wyjeździe na wymianę studencką, pędź na uczelnię, do działu wymiany międzynarodowej i zapytaj o warunki. Czasami otrzymanie stypendium jest łatwiejsze niż myślisz, wcale nie trzeba mieć średniej 5.0 czy mówić biegle po francusku 😀 Im wcześniej wyjedziesz, tym lepiej. 

2Przed wyjazdem porozmawiaj z osobami, które już studiowały na wybranej przez Ciebie uczelni. Powiedzą Ci, które zajęcia wybrać, a których unikać, jak załatwić darmową kartę komunikacji miejskiej czy zdradzą adres, gdzie można napić się taniego piwa 🍺 Za moich czasów, po powrocie ze stypendium wypełniało się specjalne ankiety, by podzielić się nabytą wiedzą z innymi. Może Twoja uczelnia ma podobny system?  

3.  Po przyjeździe zorientuj się, jakie przysługują Ci zniżki (można zaoszczędzić sporo eurasków) i czy masz prawo do zasiłku socjalnego (przynajmniej tak było za moich czasów, należy zgłosić się do CAFu, czyli la Caisse d'allocations familiales). 

4. Nie mniej zbyt wygórowanych oczekiwań. Wszystko zależy od uczelni, kierunku, profilu zajęć, wykładowcy. Na jednych zajęciach będziesz traktowany jak powietrze lub zło koniecznie, na innych jak prawomocny członek grupy i będziesz musiał pokazać, na co Cię stać. Raz nauczysz się bardzo wiele, raz mniej. Przy okazji poznasz, jak działa we Francji system szkolnictwa wyższego. 

5. Studiując we Francji, masz kontakt z żywym językiem, który chłoniesz wszystkimi zmysłami. Nawet jeśli zajęcia są do bani, warto na nie chodzić, żeby osłuchać się z francuskim.  

6. Erasmusi trzymają się z reguły razem. I bardzo dobrze. Dzięki temu można poznać ludzi z całego świata. Nie zapominaj jednak, że przyjechałeś do Francji również po to, żeby poznać mentalność jej mieszkańców. Przebywaj więc najczęściej jak to jest możliwe z Francuzami. To również dzięki rozmowom z nimi, Twój poziom francuskiego wskoczy na wyższy poziom!

7. Korzystaj z każdej okazji, by jak najwięcej liznąć francuskiej kultury. Nie musisz chodzić do restauracji, by poznać francuską kuchnię. Wystarczy, że na stołówce wybierzesz coś typowo francuskiego (w Rennes wybór był naprawdę duży), albo wprosisz się do znajomego Francuza na kolację 🍖 Cho na darmowe koncerty, wystawy, do kina, wypożyczaj książki z biblioteki. W studenckich miastach wachlarz wydarzeń kulturalnych jest zawsze bardzo szeroki.

8. Podróżuj. Na pewno uczelnia organizuje tanie wypady dla erasmusów. Pociągi we Francji są drogie, korzystaj więc z autokarów lub covoiturage. Podróż może trwać dłużej, ale student w końcu zawsze ma czas 😉  

9. Pamiętaj, że studiując za granicą, masz jedyną w swoim rodzaju okazję, by przetestować posiadane kompetencje i zyskać nowe, wydorośleć, poszerzyć horyzonty, nauczyć się czegoś nowego o sobie i o innych. Może nawet znaleźć miłość swojego życia 💖

10. Po prostu, spędź miło czas, by mieć potem co wnukom opowiadać 😉  

Pisząc o Erasmusie, nie mogę nie wspomnieć o kultowej już trylogii Smak życia 1,2,3 (tytuły francuskie : l'Auberge espagnole / Les poupées russes / Casse-tête chinois - moja recenzja ostatniej części TU), w której wszystko zaczęło się od wyjazdu na Erasmusa do Hiszpanii. W rolach głównych Romain Duris, Audrey Tautou, Cecile de France. 



PS Na początku wspomniałam, że wyjazd na Erasmusa do Francji, nie było moim pierwszym zagranicznym stypendium. Będąc na trzecim roku studiów licencjackich w Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie, wyjechałam na pół roku do... Pragi (w ramach programu CEEPUS, który obejmuje kraje Europy Środkowej). Studiowałam tam oczywiście... francuski 😁 Przypominało to czasami czeski film, ale nie żałuję! Miasto poznałam od podszewki, nauczyłam się trochę czeskiego (którego zdążyłam już zapomnieć) i nawet podszkoliłam nieco francuski 😉 

Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną Waszymi doświadczeniami. 
Warto czy nie warto studiować za granicą  


 ------------------------------------------------
W 80 BLOGÓW DOOKOŁA ŚWIATA 
------------------------------------------------


Dzisiejszy wpis powstał w ramach projektu W 80 blogów dookoła świata. Jeśli jesteście ciekawi wcześniejszych edycji, kliknijcie zakładkę o tym samym tytule, w prawej kolumnie bloga. 

Sprawdźcie również co w tym temacie mają do powiedzenia pozostali blogerzy. 



Chiny: 
Biały Mały Tajfun - Wyjazd do Chin
Francja:
Demain, viens avec tes parents! - Erasmus 
Madou en France - Moje studia we Francji
Hiszpania:
Kirgistan:
Szwecja:
Włochy:
Studia, parla, ama - Erasmus, preludium 
Różne kraje:

20 komentarzy:

  1. Przy okazji polecam sprawdzić czy na uczelni jest jakaś organizacja zajmująca się erasmusami (Erasmus Student Network)-pierwszy kontakt z nativami gotowy :) Można też działać na swojej uczelni w Polsce (ja tak poznałam męża, Polaka ;) ) jeżeli nie ma możliwości wyjazdu. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry pomysł z tym erasmusowym dekalogiem :D

    OdpowiedzUsuń
  3. wyjazd do Pragi, by się uczyć francuskiego mnie rozbroił :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wyjechalam do Hiszpanii uczyc sie angielskiego :)

      Usuń
    2. No to było dość absurdalne posunięcie ;)
      Miałam wybór między Czechami a Rumunią.
      W Rumunii pewnie więcej bym się nauczyła, bo poziom francuskiego podobno jest tam bardzo wysoki, ale cóż, wygrały knedle ;)

      Usuń
  4. Super!! Ja byłam w Hiszpanii, koleje losu były całkiem podobne jak u Ciebie (te randki...), no i teraz też tutaj jestem :) No i kurcze, ciągle zabieram się do obejrzenia tych filmów o Erasmusie, ALE jakoś mi nie po drodze!! :O Mam nadzieję jak najszybciej nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też byłam w Rennes :) ciekawe czy miałyśmy pokój w tym samym akademiku :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z mojego Erasmusa bez meza (nawet przyszlego) wrocilam, ale strasznie zakochana :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz rację z tym traktowaniem jak zło konieczne. Nawet na najbardziej "umiędzynarodowionej" uczelni mogą się trafić wykładowcy, dla których student z Erasmusa nie będzie mile widziany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet po części ich rozumiem, szczególnie jeśli chodzi o studia językowe. Grupy są i tak już liczne, a tu pojawiają się kolejne "gęby", którym trzeba pozwolić dojść do głosu, etc. Ale trzeba pamiętać, że Erasmus działa w obie strony, i gdzieś tam pod inną szerokością geograficzną studenci tych właśnie wykładowców próbują się też czegoś nauczyć :)

      Usuń
  8. Ja też się zakochałam na Erasmusie :) Nie tylko w Walencji, Hiszpanii i języku, kwestia matrymionalna też się u mnie sprawdziła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłość nie zna granic dosłownie i w przenośni ;)

      Usuń
  9. A ja chciałabym się dowiedzieć czy jadąc na Erasmus np. do Francji jest możliwość przeniesienia się na francuską uczelnie tzn. tam ukończenia studiów i obrony pracy licencjackiej lub magisterskiej?
    Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o takich przypadkach.
      Wszystko zapewne zależy od uczelni we Francji i w Polsce.

      Usuń
  10. Wymiany studenckie są świetne, przede wszystkim pomagają w nauce języka. Studiuję filologię francuską na UWR (podobnie jak Ty :D) i byłam już w Amiens na semestr na Erasmusie, a wyjeżdżam w styczniu do Strasbourga. Spędziłam we Francji niezapomniany czas dlatego chcę wrócić ;)

    OdpowiedzUsuń