wtorek, 31 maja 2011

HITY na koniec maja


Może nie najnowsze, ale w dalszym ciągu często puszczane we francuskim radio.



sobota, 28 maja 2011

Daglas czy duglas?

Od tylu lat uczę się francuskiego, ale jednego pojąć nie mogę - dlaczego Francuzi tak usilnie bronią się przed prawidłowym wymawianiem nazw i nazwisk pochodzenia obcego. Nie wiem, czy to zwykle lenistwo z ich strony, czy jakaś bliżej nieokreślona niemoc :) W każdym bądź razie czasami trzeba się nieźle nagłowić, żeby zrozumieć, o co im chodzi. Oto moje ulubione przykłady z życia wzięte :
Micheal Douglas, czyli  majkel duglas (tutaj dodatkowo wychodzi brak konsekwencji, imię wymawiane à la anglaise, nazwisko à la française)
Tom Hanks, czyli tom ąks  (Francuzi w ogóle nie wymawiają w takich przypadkach "h"; rozmawiając z nimi po angielsku, usłyszymy aj goł om [I go home] lub aj ev e big ałs [I have a big house]:)
R.E.M, czyli eryem 
Lech Wałęsa, czyli lesz waleza (jest to trzecie po Wyborowej  i Janie Pawle II skojarzenie Francuzów z Polską; przyznam się bez bicia, że na początku nie wiedziałam o kogo chodziło, kiedy próbowano rozmawiać ze mną o polityce:) 
Miami, czyli miami

czwartek, 26 maja 2011

Fête des voisins

Od 11 lat, w miesiącu maju w całej Francji, w mniejszych i większych blokach, kamienicach, rezydencjach, dzielnicach organizowane jest "Fête des voisins", czyli Święto Sąsiadów. Świetny pomysł na przestanie być anonimowym nazwiskiem na skrzynce pocztowej. Wystarczy wybrać miejsce (hol na parterze, chodnik przed wejściem do bloku, ulica), przynieść coś do picia i jedzenia, a możliwość poznania ciekawych ludzi gwarantowana. Aby ułatwić całe to przedsięwzięcie, różnego typu organizacje czy merostwo dostarczają darmowe plakaty, balony czy t-shirty, oraz umożliwiają wypożyczenie stołów i krzeseł.
Niestety, pomimo że mieszkam w tym samym mieszkaniu już od ponad 3 lat, nie było mi dane uczestniczyć w tego typu imprezie, ponieważ nigdy takowa nie była tutaj organizowana. A szkoda, ponieważ moich sąsiadów znam tylko z widzenia i rozmawiałam z nim zaledwie kilka razy (najczęściej, żeby otrzymać ochrzan, że mój rowerem znowu zabrudził wykładzinę na korytarzu - swoją drogą wykładzina na klatce schodowej też mi pomysł! ;))  
Jeśli macie ochotę przyjrzeć się z bliska tej imprezie, zapraszam do obejrzenia filmiku dostępnego tutaj

Aktualizacja 2013: w między czasie przeprowadziłam się do innej dzielnicy i niestety tutaj też nie obchodzi się tego święta :/ 

Aktualizacja 2015 :  sytuacja w dalszym ciągu bez zmian... nikt nie kwapi się, by coś zorganizować... naszczęście odkąd mam psa, znam co raz więcej osób w bloku i muszę przyznać, ze mam bardzo fajnych sąsiadów (pani, która nie lubi zwierząt, nie liczę ;)) 

un voisin / une voisine => sąsiad / sąsiadka
un quartier => dzielnica
un immeuble => niski blok

środa, 25 maja 2011

Oh la barbe czyli Francuz się nudzi

Oh la barbe!
Quelle barbe!
 czyli co za nuda 
[dosłownie co za broda]

piątek, 20 maja 2011

Verlan, czyli francuski na opak

Przebywając we Francji, wcześniej czy później, odkryjemy istnienie dziwnych słów, które nie będą nam przypominały ani brzmieniem, ani ortografią słów, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Nagle, szczególnie w rozmowie z nastolatkami czy studentami, ogarnie nas przerażenie, że po latach nauki, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, o co dokładnie im chodzi. To nic innego jak VERLAN, czyli rodzaj żargonu, slangu polegający na przestawianiu sylab w słowie lub czytaniu go od tyłu. Najłatwiej zrozumieć to na przykładach.

femme => meuf     (kobieta)
fou      => ouf        (szalony)
vas-y   => zyva      (no dalej)
énervé => vénère   (zdenerwowany)
fête     => teuf       (impreza)
lourd    => relou     (ciężki)
métro   => tromé    (metro)

Niektóre słowa w celu ułatwienia wymowy zostały lekko zmodyfikowane. 
Verlan używany jest głównie w mowie, dlatego zapis utworzonych w ten sposób słów jest często dyskusyjny. 

Sam termin "verlan" został utworzony poprzez przestawienie sylab wyrazu "(à)l'envers", czyli na odwrót, na opak. 

środa, 18 maja 2011

Fondant au chocolat

Fondant au chocolat nazywane również mi-cuit au chocolat to nic innego jak przepyszne czekoladowe ciastko z płynnym środkiem. Ponieważ deser ten zaciekawił co poniektórych, postanowiłam upublicznić ten oto przepis sprawdzony przeze mnie na niejednym francuskim i polskim żołądku. 


Ingrédients pour 4 personnes (składniki na 4 porcje):

-      4 œufs entiers (4 całe jajka)
-      2 cuillères à soupe de sucre (2 duże łyżki cukru)
-      125 g de chocolat noir (125g gorzkiej czekolady)
-      125 g de beurre (125 g masła)
-      50 g de farine (50 g mąki)

środa, 11 maja 2011

HITY na maj

Jeśli podobała Wam się Zaz, myślę, że polubicie i tą piosenkę.



Melanie Laurent jest jedną ze zdolniejszych aktorek młodego pokolenia (grała nawet u Tarantino w "Bękartach wojny"). Ostatnio sięgnęła po mikrofon. Opinie na temat jej pierwszego albumu są dość podzielone. Oceńcie sami.



A na koniec coś dość nietypowego  - trzech śpiewających księży :)

poniedziałek, 9 maja 2011

Żółwie pod Wieżą Eiffla

W tym roku, z okazji obchodów upamiętniających zakończenie II wojny światowej, na placu przed Wieżą Eiffla pojawiło się 1000 białych żółwi. Powstały one w latach 90tych z hełmów żołnierzy z różnych krajów.

la deuxième guerre mondiale - druga wojna światowa
la tortue - żółw
le casque - hełm
le soldat - żołnierz
mille - tysiąc 

środa, 4 maja 2011

Vive les mariés, czyli ślub po francusku

W ubiegłym tygodniu byłam świadkiem prawdziwego szaleństwa Francuzów na punkcie królewskiego ślubu (le mariage royal). Nawet nie przypuszczałam, że we Francji jest tylu rojalistów! :) Przez cały tydzień poprzedzający to wydarzenie, codziennie na kilku kanałach jednocześnie puszczano reportaże, dokumenty czy filmy fabularne na temat rodziny królewskiej (la famille royale) i życia Kate i Williama. Debatowano, komentowano, snuto przypuszczenia... Można było nawet kupić sprowadzone specjalnie na tę okazję różne gadżety  z podobizną  Kate i Williama. Aż w końcu nastał ten dzień, czyli le Jour J i około 9 milionów Francuzów zasiadło przed telewizorami, aby zobaczyć historyczny pocałunek (le baiser) młodej pary na balkonie.

A jak się to robi we Francji?
Z moich obserwacji wynika, że średnia wieku osób, które decydują się na zawarcie małżeństwa wynosi 30 lat. Częstym zjawiskiem są także pary 40-latków, którzy  po kilkunastu latach wspólnego życia i z dziećmi na koncie postanawiają się w końcu pobrać :) Z tego co mi wiadomo, we Francji nie ma ślubów konkordatowych. Najpierw trzeba udać się do merostwa (la Mairie), aby zawrzeć ślub cywilny (le mariage civil), a później do kościoła (le mariage religieux), aby na dobre i na złe wymienić się obrączkami (les alliances). Obie ceremonie przypominają ślub cywilny i kościelny w Polsce. Oto tekst przysięgi małżeńskiej (le consentement) :

Moi, X, je te reçois Y comme épouse / époux et je te promets de te rester fidèle, dans le bonheur et dans les épreuves, dans la santé et la maladie, pour t'aimer tous les jours de ma vie. 

Następnie para młoda (les jeunes mariés) oraz goście udają się na tzw. le vin d'honneur (rodzaj uroczystego aperitifu z szampanem i przekąskami). Ta część przyjęcia poświęcona jest głównie gościom, którzy nie zostali zaproszeni na obiad. Jeśli pogoda dopisuje, aperitif odbywa się w ogrodzie i trwa kilka godzin. Jest to także moment składania życzeń. Najczęściej mówimy :

Tous mes voeux de bonheur!
Toutes mes félicitations!

Następnie, około godziny 20 wybrani goście zasiadają do stołów. I tutaj przechodzimy do części, która chyba najbardziej męczy każdego Polaka. Należy przez kilka godzin siedzieć twardo przy stole  i cierpliwie przetrwać przystawkę, danie główne, sery i deser, delikatnie sącząc wino i zabawiając sąsiadów bardziej lub mniej udaną rozmową ;). Prawdziwa impreza zaczyna się około północy. Lekko zmęczeni jedzeniem goście (później już nic nie jemy, ewentualnie pijemy wino czy drinki) ruszają na parkiet. We Francji nie ma zwyczaju wynajmowania orkiestry. Należy zadowolić się muzyką puszczaną z odtwarzacza. Nie ma też rzucania bukietu czy welonu (przynajmniej nie miało to miejsca na weselach z moich udziałem), ani typowych weselnych zabaw. Ogólnie Francuzi nie piją za dużo  (na weselach, w innych okolicznościach, czasami nie znają granic;) ale potrafią się dobrze bawić. Czasami na drugi dzień goście zapraszani są na obiad.
To, co mnie najbardziej zaskoczyło we Francji, to "weselna moda". Niektórzy goście potrafią przyjść nawet w jeansach lub w strojach, w których na co dzień chodzą do pracy (sic!). Oczywiście mają także miejsce śluby bardziej wytworne, gdzie wymaga się, aby kobiety wystąpiły w nakryciu głowy : kapelusz (le chapeau) lub elegancka opaska (le serre-tête). 
Jeśli chodzi o dawanie prezentów, to podobnie jak w Polsce, najmilej widziana jest koperta. Porównując możliwości finansowe naszych rodaków i Francuzów, ci drudzy nie są wybitnie szczodrzy. Przeciętny Francuz uważa, że 100 euro za parę to już całkiem niezły podarunek. Może dlatego, że nie ma zwyczaju opłacania przyjezdnym gościom noclegu. Każdy we własnym zakresie musi wynająć pokój w hotelu, z wyjątkiem naprawdę najbliższej rodziny i świadków.  Nie zauważyłam także, aby goście przynosili ze sobą kwiaty.
A propos świadków (les témoins), we Francji może być ich więcej niż 2!  Chyba najczęściej jest ich 4, po dwóch na każdą ze stron.
A po imprezie pozostaje tylko wyjechać w podróż poślubną (le voyage de noces) i żyć długo i szczęśliwie.

une pièce montée

niedziela, 1 maja 2011

Konwalie na 1ego maja

1ego maja we Francji, ale podobno także w Szwajcarii i Belgii,  istnieje zwyczaj dawania bliskim osobom gałązki konwalii (le brin de muguet) na szczęście. Tradycja ta wywodzi się z XVI wieku, kiedy to król Karol IX postanowił w 1561 podarować wszystkim swoim damom dworu po konwalii.

avoir de la chance - mieć szczęście
avoir du bol - mieć szczęście (potocznie)
être chanceux / chanceuse - być szczęściarzem / szczęściarą
 porter bonheur - przynosić szczęście
un porte-bonheur - maskotka, amulet, przedmiot przynoszący szczęście
offrir un brin de muguet - podarować gałązkę konwalii 

le muguet